poniedziałek, 14 listopada 2011

Uwag kilka o 11 listopada

Pisanie kolejnej recenzji na temat marszu niepodległości 11 listopada nie było by szczególną atrakcją publicystyczną, po drugie z powodu zamieszek i przyblokowania przez policję do samego marszu dołączyłem po dość długim czasie.
Jednakże mając sposobność znaleźć się w pierwszych szeregach przed policyjnym kordonem w czasie wybuchu awantury wyciągnąłem kilka wniosków na temat walk z policją. Abstrahując od tego czy to środowiska kibolki zaczęły burdy czy była to policyjna prowokacja obie strony dążyły niewątpliwie do starcia.
Wściekłość tłumu osiągnęła w pewnym momencie temperaturę wrzenia, nagle naparł na policyjny szyk o mało, co nie rozbijając go. Kilka szeregów tłumu siłą nacisku było by w stanie przełamać dwu-trzy szeregowy mur „żółwi”. Niestety zabrakło masy by to uczynić i dalszy wynik starcia był już jednoznaczny. Pojedyncze wypady „fajterów” kopiących z adidasów w tarcze policyjne nie były w stanie zagrozić jednolitości zwartego szeregu. Po chwili wkroczył wóz z armatką wodną i było dosłownie „pozamiatane”. Akurat nie miałem okazji napatoczyć się pod cel wodnej fali gdyż wycofałem się na bok a nie do tyłu jak niektórzy, co było ich błędem gdyż owa armatka skutecznie raziła na kilkanaście metrów. Środek przedpola bitwy został oczyszczony. Mniejsze walki toczyły się na boku, gdzie prócz adidasów do gry wkroczyły kostki brukowe. Jednak ich skuteczność mimo złudzenia siły uderzenia takiej kostki była niewielka, większość z nich nie dolatywała, a te które miały okazje były dosłownie „przechwytywane” na policyjne tarcze, przez co nie powodowały strat. Oczywiście jakieś mogły się przedrzeć dalej szczególnie raniąc policjantów bez tarcz. A takowi byli tuż za „opancerzonym” kordonem – robili zdjęcia bezpośrednio atakującym, oraz o czym nie wspomniałem „gazowi rozpylacze” ( tenże gaz raził na odległość przynajmniej 4 metrów, co skutecznie paraliżowało chcących się zbliżyć do kordonu oraz pozostawiał na polu bitwy dławiący odór, którym dusili się ludzie stojący na boku). Taki sposób walki z wiatrakami, został po czasie zakończony przez zepchnięcie buntowników w boczną uliczkę, dalszego przebiegu już nie widziałem, ale z każdą minutą wykruszały się kolejne osoby. Jak podają media policja zachowała się wzorowo – owszem wzorowo stawiła opór, nie dopuszczając do rozbicia szeregów, co mogło grozić jej stratowaniem przez masy.
Do marszu jak wspomniałem dołączyłem później, gdy walki praktycznie ustały. Przy takiej liczbie uczestników, organizatorzy byli bezradni i zatracili się w tłumie. Propagandowe hasło „11 tysięcy na 11 listopada” zostało bez wątpienia zrealizowane i to z dwukrotnym pomnożeniem!. Trudno tu obwiniać organizatorów o nieład, skoro MW i ONR (ONL) liczą łącznie na całą Polskę zapewne z 500 osób. Stąd też niemożliwością było utrzymanie marszu w ryzach, organizatorzy na przyszły rok będą mieli nie lada orzech do zgryzienia, jeśli uzbiera się podobna liczba uczestników. Niewątpliwym plusem był pojazd-platforma z nagłośnieniem (w końcu ktoś skopiował ten często używany propagandowy środek od lewackich „happeningów”!).
W całej tej masie znalazły się różne środowiska, od jakiś pro-PiSowskich do narodowo-rewolucyjnych. Sporo zarzutów kieruje się właśnie ze względu na udział innych „frakcji” opcji narodowej. Jednak trudno każdego zrewidować, co ze sobą prezentuje. Ważna była ilość, a nie jakość a ściślej mówiąc ilość do zaprezentowania a jakość do opanowania. To, jaki ścisły charakter będzie mieć kolejny taki marsz zależeć będzie od tego, która frakcja skutecznie wybije się na prowadzących pochód przez stolicę. W poprzednim roku środowisko J.K.M (jego królewskiej mości) będąc bodajże członkiem komitetu poparcia stał się prowadzącym manifestację środowisk narodowych, skutecznie to wykorzystując w kampanii wyborczej. Tym razem nie dostrzegłem by szedł na czele, być może nie widział ku temu powodów (wybory właśnie niedawno miały miejsce, gdzie „korwinowcy” ponieśli wielką porażkę). Co więcej Nowa Prawica bardzo szybko „zmyła” się spod pomnika Dmowskiego, obwieszczając, iż mają policyjne pozwolenie na pokojowe wyjście z manifestacji przez megafon i prosząc, aby członkowie KNP potulnie wykonali te polecenie.
Reasumując: Oddolna inicjatywa ludzi na niesamowity plus, organizacyjnie wiele jeszcze do dopracowania. Policja bez większych problemów paraliżowała, bojówki kibicowsko-skinowe bezskuteczne.


2 komentarze:

  1. Polecam ten blog narodowo-rewolucyjny:
    http://openrevolt.info/

    Możecie dokonać z niego interesujących tłumaczeń

    OdpowiedzUsuń