wtorek, 25 października 2011

Jedność to siła


11 listopad święto Niepodległości – mit, który jest naszym natchnieniem i nadzieją, mit który będziemy czcili i oddamy za niego każdy dzień naszego życia. Mit, który będziemy budować swoją obecnością. Jeszcze nie tak dawno były nas setki, teraz są tysiące. Demoliberalny matrix a ściślej mówiąc: Michtrix zrobi wszystko by nas powstrzymać. Okrzyk: „No pasarán!” słychać z oddali…   lecz mimo wszystko: PRZEJDZIEMY!!




piątek, 21 października 2011

Ostatni płomień zgasł, ofiara jankeskich kłamstw

Muammar al-Kaddafi Przywódca Rewolucji 1 Września zamordowany.

Kaddafi zginął 20 października 2011 roku. Obecnie funkcjonują dwie wersje śmierci dyktatora. Według jednej próbował uciekać w konwoju, który zaatakowały samoloty NATO, a według innej ukrył się w kanale odpływowym, w którym został znaleziony, następnie pojmany i na końcu zastrzelony. W każdym razie zginął z rozkazu USA i ich małego wojującego sojusznika, niegdyś koczowniczego plemienia na osiłkach. Na ten temat, wiele już mówiono i zapewne jeszcze długi czas będą trwały dyskusje. Wbrew pozorną mało istotne jest to czy ów dyktator wypaczył słuszne założenia swego programu uzdrowienia kraju i popadł w ubóstwienie swej osobowości czy też jak pokazuje wiele dowodów sprawił, iż jego kraj stanął na silnej pozycji w Afryce. Ważne jest to, że nie wkomponowywał się w globalną wizję nowego świata demokracji koncernów i banków. Nie trzeba było długo czekać, aż wyrok zapadł na szczytach by wykonały go służalczo ustanowione rządy „oświeconych” państw na czele z wielkim bratem.
Niestety ta machina się nie zatrzyma, będzie zbierać kolejne krwawe plony: był Irak, Afganistan, Libia na celowniku jest już Syria i Iran – dwa stanowcze kraje idące swoją drogą świadome zagrożeń sił antynarodowych.

„Europa ma kompleks holokaustu.(..) Wy mówicie tyle o wolności wypowiedzi, sukces odniosła książka „Kod Leonarda da Vinci”. Można, więc dyskutować o Chrystusie, a o holokauście nie? To nie jest historia Boga, to historia ludzi.”
                                                                               Baszar al-Assad – prezydent Syri


„Pozdrawiam wszystkich rewolucjonistów, którzy są przeciwni światowej hegemonii.(...) Dystans pomiędzy naszymi krajami może być duży, ale serca i myśli są bardzo blisko. Mamy wspólne myśli, mamy wspólne interesy.” 
                                                                              Mahmud Ahmadineżad – prezydent Iranu

 

środa, 19 października 2011

Notka o Czarnych Szczurach



Symbol czarnego szczura jest związany z narodowym rewolucjonizmem. Miejsce jego narodzin znajduję się we Francji, gdzie zdobył popularność i stał się towarem eksportowym. Wizerunek czarnego szczura został zapożyczony przede wszystkim do Hiszpanii (Bases Autonomas a później FRAT) ale także znalazł miejsce we włoskim piśmie „Voce della Fogna” czy też gościł w flamandzkich korporacjach nacjonalistycznych oraz na fali autonomicznego nacjonalizmu pojawia się w Polsce.
            Czarne szczury narodziły się w latach pięćdziesiątych w piśmie „Tintin” gdzie znajdował się komiks pt. „Chlorofil przeciw Czarnym Szczurom” autorstwa znanego belgijskiego rysownika Raymonda Macherota. Owe zwierzaki grają w nim rolę negatywnych bohaterów żyjących w anarchicznej dyktaturze pod wodzą króla Antracyta.
We Francji, po rewolucji obyczajowej z 1968 roku, studenckie ugrupowanie nacjonalistyczne Groupe Union Defense (GUD) praktycznie „opanowało” wydział prawa paryskiego uniwersytetu Assas, w wyborach studenckich zdobywając 13,5% głosów. Co lewackie środowiska doprowadziło do niesamowitej irytacji, rozpoczynając zażartą walkę o wpływy wśród kolejnych roczników. Tak też na fali propagandowej walki w jednej ze swych gazetek lewacy porównali GUD do roznoszących wszędzie zarazę czarnych szczurów. Kilka lat później rysownik Jacques Marechal, zamieszcza w piśmie „Alternative” komiksową historię podboju ulicy Assas w odcinkach pt. „Przeklęte Szczury”. Odtąd ten na pozór paskudny zwierzak, który miał budzić negatywne emocje, zostaje zaakceptowany przez lubiące prowokacyjne zachowania środowisko GUD i na równi z krzyżem celtyckim staję się symbolem młodych rewolucjonistów. W Hiszpanii w 1985 roku wraz z pierwszym numerem gazety „la Peste Negra” („Czarna dżuma”) czarny szczur rozpoczyna podbój Europy.


Linki do artykułów związanych z Czarnymi Szczurami:

środa, 12 października 2011

Na czym stoimy - manifest ideowy


Przeciwko: zaściankowemu nacjonalizmowi polegającemu na sentymentalizmie, poczuciu wiecznej krzywdy ze strony innych narodów oraz braku dobrej woli by wyciągnąć przyjacielską dłoń
Za: nowoczesnym nacjonalizmem XXI wieku, opierającym się na poszanowaniu kultury i terytorium danego narodu, pielęgnacją własnej tożsamości oraz współpracą z innymi nacjami Europy.

Przeciwko: biurokratycznej i kosmopolitycznej Unii Europejskiej o wartościach antynarodowych
Za: Europą wolnych narodów sfederowanych w obronne struktury wobec zagrożeń ze strony innych kontynentów

Przeciwko: prymitywnemu rasizmowi, który polega na bezwzględnej nienawiści i stanowi często powód do kompromitacji, zarazem nie obfituje w realne owoce dowartościowania swojego pochodzenia i roli w świecie.
Za: separacją rasową w imię poszanowania odrębności natury i ładem, jaki nam stworzyła, który nie może być łamany w imię wyimaginowanej wielokulturowości

Przeciwko: debilnemu antysemityzmowi upatrującemu we wszystkich procesach tajnego żydowskiego spisku, który jednocześnie powoduje wyzywanie swoich przeciwników od Żydów, przypisując im semickie pochodzenie
Za: stanowczym oporem wobec międzynarodowemu syjonizmowi, który jest imperialną formą żydowskiej ksenofobii

Przeciwko: biurokratyzacji państwa i podejmowaniu nawet najdrobniejszych decyzji lokalnych na wysokich szczeblach państwowych, oraz sejmokracji i partiokractwu
Za: silną władzą wykonawczą zajmującą się sprawami wagi państwowej oraz decentralizacją decyzji dotyczących wspólnot lokalnych, w których one będą mogły same decydować o podejmowanych działaniach

Przeciwko: szerzącym się tendencjom – globalizacji, konsumpcjonizmowi i amerykanizacji życia promowanej przez międzynarodowe koncerny i kliki finansowo-polityczne
Za: Wsparciem dla własnej wytwórczości, alternatywą wobec płytkiej kontrkulturze bazującej na kiczu i perwersji

poniedziałek, 10 października 2011

"grali jak nigdy, przegrali jak zawsze"


            Tym oto tytułem skwituję wynik wyborczy Kongresu Nowej Prawicy. Nie będę ukrywał, że przewidywałem kolejną porażkę nowego wcielenia ugrupowania Korwina. Nowa nazwa, wódz ten sam (a raczej komik) z tym, że po latach oklepane anegdoty nie są tak zabawne a wręcz nużą. Wolnorynkowa histeria nie jest zbyt przekonywująca dla ludzi chcących pewnej stabilności w życiu rodem z PRLu (stałej pracy i mieszkań chociażby). A intelektualna forma, której nie można odmówić KNP nie przekona wystarczającej liczby osób. Jak widać wygrywa ten, kto ma najbardziej rozmyty program – PO. W demokracji XXI wieku nie liczy się światopogląd, nad nim góruje masa innych drobiazgów od kroju garnituru do bajkopisarstwa. Wprawdzie sądziłem, że uda im się ugrać 2-3% dzięki temu, iż mobilizacja na internecie była ogromna, ruszyli pełną parą na forach, w komentarzach i portalach społecznościowych. Jednak nie tędy droga panowie. Co ciekawe inny cyrkowiec dostał się z sporym poparciem do koryta – Palikot. Już słychać lamet na prawicy, że to koniec świata… a ja mówię, że nie, wręcz przeciwnie to dopiero początek końca demokracji parlamentarnej. Banda zboczeńców i fascynantów „odjazdu” w inne stany świadomości skompromituje Sejm w oczach wielu, a każda akcja budzi reakcję. My skrupulatnie pracujemy i czekamy na sztorm.

czwartek, 6 października 2011

Oddany głos to stracony głos

Hurra entuzjazm przed wyborami to nie nowość, nagle okazuje się, iż zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Starzy wyjadacze z sejmowych ławek wychodzą do ludu. W błyskach fleszy uśmiechają się, ściskają dłonie wybrańcom, dziwnym trafem zawsze trafiają na swoich sympatyków. Czasem padnie pytanie „czy pójdzie pani zagłosować”, na co przypadkowa delikwentka odpowiada „ależ owszem, zagłosuje na pańską partię”. W mediach, aż huczy od merytorycznych debat, najważniejsze tematy to wypominanie przeciwnikowi jego błędów (a że każdy z nich chętny do koryta był, lecz nie do odpowiedzialnego sprawowania władzy) to jest, o czym mówić godzinami. Drugą kwestią są obietnice, czym więcej, czym bardziej absurdalne tym lepiej, ciemna masa wchłonie wszystko jak gąbka. Zielona wyspa, gruszki na wierzbie i śliwki na sośnie. No i najważniejsze frekwencja!, musi być wysoka, znaczy się, jak co drugi uwierzy w bajeczkę władzy ustanowionej przez kartkę wyborczą jest dobrze. Znów spokojnie można ssać i ssać do przesytu. Pasibrzuchy z ulgą mrukną sobie pod nosem „wybrali nas kretyni”. Historia kołem się toczy i to, co dzieje się od 20 lat jak sielanka będzie trwać przez kolejną kadencję.
Cóż, zatem można zrobić, czy tylko lamentować i biadolić jak to u nas jest źle i że nic się nie zmieni? Otóż niekoniecznie: owszem śmiało można iść na wybory z podłą nadzieją, że tym razem będzie inaczej, że ci sami ludzie wybrani po raz kolejny zamienią się w dobrą wróżkę i wyczarują nam kraj dobrobytu. Można także popaść w marzycielstwo, pogrążyć się w złudzeniach, iż uda się przepchnąć kogoś niezhańbionego brudnymi machinacjami i tym sposobem przeprowadzić zmiany bądź przynajmniej zbudować przyczółek dla dalszej ekspansji za kolejne 4 lata. Ten scenariusz może kusić, lecz rodzi się jeden podstawowy problem:, kto wejdzie do szamba ten zaczyna śmierdzieć. Tak też było niegdyś z Ligą Polskich Rodzin. Endecja wróciła na „salony”, przy czym szybko się okazało, iż endecją już nie jest, co więcej dla stołków jest gotowa na sojusz z wcześniej opluwanym PiSem. Demokracja deprawuje, wciąga w swe tryby i daje wybór, – ale się dostosowujesz albo odpadasz z gry.
 Zatem jesteśmy pod ścianą, innej drogi nie ma – bojkot wyborów, bojkot z rozsądku nie z zażenowania. Świadome działanie mające na celu obniżenie frekwencji. Cios w piętę achillesową systemu, czyli jego legitymizm woli większości. Ukazanie, iż to nie większość decyduje, ale znaczna mniejszość. Nie dość, że w tym cyrku wyborczym weźmie udział mniej niż połowa uprawnionych obywateli to na dodatek ci, którzy wygrają zgarną może 40% poparcia głosujących. Wystarczy zsumować – 20 procentowe poparcie narodu!, tak, więc pytam gdzie ta władza z woli większości???, odpowiedź może być tylko jedna – to mrzonka, kłamstwo w żywe oczy!. Toż to PZPR w szczycie formy dysponował podobnym poparciem społecznym!.
Każdy oddany głos, nie ważne, na kogo, bądź nawet unieważniony głos (choćby pusta kartka wyborcza wrzucona do urny) to nabijanie licznika poparcia dla obecnego systemu demoliberalnego. Nie hańby swojej dumy poprzez przyklaśnięcie starej klice po okrągłostołowym układzie. Jak głosił pewien plakat, którego miałem okazję napotkać na murze parę ładnych lat temu „nie głosów, twój głos przyda się, gdy wyjdziemy na ulicę”, czekajmy na sztorm, wtedy pokażemy, co mamy do powiedzenia a nasze słowa przerodzą się w czyny.

poniedziałek, 3 października 2011

Mit prawicy i lewicy

Pojęcia lewicy i prawicy wpasowują się w XIX wieczną rzeczywistość, już na początku XX wieku stają się nieadekwatne do określenia światopoglądu, gdy pojawia się faszyzm a także wiele innych ruchów łączących w sobie tradycjonalizm i rewolucjonizm, elitaryzm i etatyzm dążąc do stworzenia nowego człowieka.
Przykładem z "naszego podwórka" może być nacjonalizm integralny Związku Młodych Narodowców (ZMN), który w myśl zasady anachroniczności starych podziałów postuluje połączenie się sił totalitarnych przeciw liberalnym. We Włoszech ruch syndykalistów wywodzący się z anarchizmu nie dość, że wspiera, to jeszcze jest podwaliną pod (niby zwany skrajnie prawicowy) faszyzm, przyswajając nacjonalizm, który wcześniej był uznawany za reakcyjny. 
Czyż Mussolini nie był czołowym włoskim socjalistą, Stalin narodowym komunistą w opozycji do kosmopolitycznego Trockiego a Hitler na tle czerwonej (a nie innej barwy) flagi umieścił swój symbol łącząc na stałe dwa niby przeczące sobie słowa - narodowy i socjalizm.
Jednak najważniejszym zagadnieniem jest dostrzeżenie tego, co mamy tu i teraz. Hegemonia USA i monopol demoliberalnego światopoglądu nie pozostawia złudzeń. Albo popiera się owy system demokratyczny albo jest się buntownikiem i to już mniej istotne czy zwanym nacjonalistą, komunistą czy anarchistą. Jest się wyklętym przez system i stoi się po drogiej stronie barykady. Wróg jest wspólny - globalizm, konsumpcyjne kosmopolityczne społeczeństwo. Emigracja bądź łamanie praw pracowniczych to tylko skutki a nie sedno problemu. My nacjonaliści, komuniści, anarchiści - rewolucjoniści wszelkiej maści stoimy na drodze do wprowadzenia New Word Order i rządów międzynarodowych klik finansowo-politycznych, jednak jesteśmy między sobą śmiertelnie skłóceni, panuje między nami wojna, wyniszczamy się nawzajem a system demoliberalny rośnie w siłę.
Dla nacjonalistów nadal wrogiem numer jeden pozostaje komunizm, który przecież wraz w upadkiem Z.S.R.R praktycznie nie istnieje jako zagrożenie. Takie państwa jak Korea Północna (uznawana za komunistyczną) jak mało inne państwo emanuje pojęciem "narodu" i jako nadrzędny cel stawia sobie połączenie wszystkich Koreańczyków w jednym państwie a nie wskrzeszenie międzynarodowej rewolucji abstrahując do sytuacji materialnej Koreańczyków żyjących w tym kraju.
Z drugiej strony dla komunistów a lepiej by było rzec anarchistów najohydniejszym wrogiem pozostaje faszyzm, jako najbardziej reakcyjny. Faszyzm? z tego, co wiem był we Włoszech i był nowym zjawiskiem ideowym a nie jak to widzą owi anarchiści - zbrojnym ramieniem upadającego kapitalizmu. No, ale to bardzo chwytliwe hasło, w końcu system demoliberalny też nim straszy. Co ciekawe to właśnie komuniści masowo zasiedlali szeregi NSDAP, a po wojnie byli narodowi socjaliści chętnie zostali wprzęgnięci w budowę NRD. Krwawe walki między nimi nie toczyły się dlatego, że były to ruchy wprost antagonistyczne, wręcz przeciwnie były na tyle bliskie, że walczyły o ten sam robotniczy elektorat i bazowały na podobnej krytyce demoliberalizmu.
Może przeciętnemu zjadaczowi chleba to, co piszę wydaje się abstrakcją, ale tak jest. System toleruje nas, gdy jesteśmy słabi i podzieleni, w końcu musi łaskawie okazać swój pluralizm. Wracając do podziału lewica/prawica cóż to dziś znaczy... "lewicowa" SLD – partia, która dba o interesy uprzywilejowanych karierowiczów byłego aparatu PZPRu a nie robotników, których w setkach tysięcy wysłała na bruk w czasie prywatyzacji. "Prawicowy" PiS głosuje za traktatem lizbońskim i bazuje głównie na elektoracie robotniczym oferując mu różnego rodzaju obietnice socjalne. No to ja przepraszam, ale gdzie tu logika tych pojęć...
Wprawdzie umownie posługujemy się tymi określeniami, nie wynika to jednak z rzeczywistych racji a raczej ma na celu przeciwstawienie ludzi na "my" i "oni". Ktoś może zapyta czy postuluję "sojusz ekstrem", zjednoczenie epitetowych określeń "skrajnej prawicy" i "skrajnej lewicy". Otóż nie, nie widzę póki, co realnych możliwości na walkę z systemem w jednym szeregu nacjonalistów i anarchistów, ale wiem, że zaciekle zwalczając się nawzajem nigdzie nie dojdziemy a system tego od nas oczekuje i podsyca waśnie byle by tylko nie zwrócić się jego stronę. Wrogiem numer jeden jest demoliberalizm a nie urojony faszyzm czy widmo komunizmu.

Intolleranza – come il vento


Prezentujemy tekst i amatorskie tłumaczenie piosenki „Come il vento” kultowego zespołu z Włoch. Intolleranza (Nietolerancja) powstała w 1987 roku z członków DART (narodowo-radykalnej organizacji z Rzymu). Wydali dwa dema i koncertowali niespełna dwa lata. W 1995 roku reaktywowali działalność wydając profesjonalny album „Tutti All’Inferno”, z którego pochodzi tekst o rewolucji narodowej.

Intolleranza – come il vento

Anni di torpore, anni di appiattimento
Lata odrętwienia, lata apatii
Una generazione senza sentimento
Pokolenie bez uczucia
Non ci sono slanci, non c'è più tensione
Nie ma porywu, nie ma więcej ognia
Per il combattimento non c'è più una ragione!
Dla walki nie ma więcej racji

La rivoluzione è come il vento!
Rewolucja jest jak wiatr

Il cancro consumista le menti ha devastato
Rak konsumpcjonizmu, kłamstwa zniszczyły
Giovani senza ossa il solo risultato
Młodych bez kręgosłupa – oto cały rezultat
Giovani perduti, quanti anni buttati
Młodzi straceni, lata wyrzucone
Signori del sistema non ci avete piegati!
Panowie systemu nie zostali poniżeni

La rivoluzione è come il vento!
Rewolucja jest jak wiatr

Riaffiorano i ricordi degli anni di passione
Wspominamy lata namiętności
Ritorna il vecchio sogno per la rivoluzione
Wracamy do starego snu o rewolucji
Racconti senza fine di gente che ha pagato
Gadanina bez końca, ludzie, którzy nie zasłużyli
Non puoi mollare adesso la lotta a questo stato!
Nie mogą więcej prowadzić walki o państwo

La rivoluzione è come il vento!
Rewolucja jest jak wiatr

Scontri nelle piazze con spranghe nella mano
Spotkani na ulicach ludzie, z kijem w ręku
I rivoluzionari non son caduti invano
Rewolucjoniści, którzy nie zginęli nadaremnie
Fuoco della rivolta sta bruciando ancora
Ogień rewolty nadal się pali
Dell'insurrezione risorgerà l'aurora!
Wzbudzi świt insurekcji

La rivoluzione è come il vento!
Rewolucja jest jak wiatr

Tirannide borghese ancora poco tempo
Tyrania mieszczańska jeszcze tylko troche
La rivoluzione scoppia in un momento
Rewolucja czeka na swój moment
Tirannide borghese ancora poco tempo
Tyrania mieszczańska jeszcze tylko troche
La rivoluzione scoppia in un momento!
Rewolucja czeka na swój moment

La rivoluzione è come il vento!
Rewolucja jest jak wiatr

Nacjonalizm ubiegłej epoki


Nacjonalizm, jako pojęcie niejedną ma definicję. Lecz mało istotne jest jego źródło i podpinanie pod lewicowy bądź prawicowy przymiotnik. Analizując, co dziś oznacza ten ruch warto zwrócić uwagę na organizacje patrząc pod kontem ideologicznym, które podpisują się pod nacjonalizm.
Swoista odmiana nacjonalizmu zwana: Narodowym Radykalizmem mająca swe korzenie w latach 30 XX wieku, dziś prezentowana jest np. przez Narodowe Odrodzenie Polski (NOP) czy Obóz Narodowo-Radykalny (ONR). Oba ugrupowania odwołują się do historycznych protoplastów tejże idei, przejmując symbolikę (znak falangi) oraz nawet (w przypadku ONR) umundurowanie nie mówiąc już o bezpośrednim zagarnięciu nazwy. Gdyby nie odmienność fryzur można by było uznać, że cofnęliśmy się w czasie o prawie 80 lat obserwując pochód jednej z tych organizacji. Lecz wgłębiając się w tematykę okazuję się, że pozory mylą. Idea zmieniła swe oblicze, narodowy radykalizm, który był radykalizmem czynu i światopoglądu (społeczno-gospodarczego w znaczeniu etatystycznym) obecnie odnośnie ONR jest nieoficjalnym wolnorynkowym przesłaniem. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyż pewne poglądy ewoluują w czasie w różne kierunki, lecz w obliczu obrania takiej drogi stara nazwa „Radykalny” powinna ulec zmianie na „Liberalny” – ONL. Skąd mam takie przesłanki, aby to postulować?, otóż z lat obserwacji – wypowiedzi pewnych członków, a co więcej w ostatnim czasie coraz widoczniejszej współpracy z organizacjami narodowo-liberalnymi spod batuty Janusza Korwina Mikke. Ktoś mógłby mi zarzuć niekompleksowość śmiałej tezy gdyż nie przeprowadziłem ankiety porównawczej opinii członków, lecz patrząc na pewne zjawiska np. niedawne personalne zbieżności ONR Brygada Pomorska z tamtejszym UPR, oraz z drugiej strony widząc pochwały w Najwyższym Czasie skierowane wobec ONRu (gdyby ONR promował, choć szczyptę „socjalizmu” w tym piśmie takiej życzliwości by nie było), prowadzenie manifestacji 11 listopada przez JKM czy np. brak akcji o charakterze pro-socjalnym w wykonaniu ONR. Mogę spodziewać się dalszej ewolucji w stronę gospodarki liberalnej.
Wracając do pierwszego przykładu – NOP – jest to narodowy radykalizm wzbogacony osiągnięciami europejskich nacjonalistów odwołujących się do Trzeciej Drogi. Można by było powiedzieć, że NOP lepiej odzwierciedla ideologię ujętą tym nazewnictwem. Choć i tu bez krytyki objeść się nie może, w porównaniu do wcześniej opisanej organizacji NOP nie rozwija się a raczej popadło w stan stagnacji jak nie wegetowania na bocznym torze. Trochę to niezrozumiałe biorąc pod uwagę, iż owa organizacja otwarła się na nowe „trendy” zachodnie. Jednak hermetyczność tego środowiska zamiast odrzucać elementy mało pożyteczne powoduje zamknięcie się w sobie „starej gwardii”. Nie przybliżając długich, bo 30 letnich dziejów NOPu nie trudno zauważyć, że obecnie jest cieniem swej dawnej działalności. Jedynie Wrocław to silny bastion wpływów NOP i skutecznej jego działalności choćby związanej z aktywizacją tamtejszych kibiców.
Mówiąc o nacjonalizmie nie wolno także lekceważyć nieco innych jego odmian np. historycznie najsilniejszej - narodowej demokracji – dziś prezentowanej przez Młodzież Wszechpolską (MW). Tu także mamy bezpośrednie odwołanie nazewnictwem do historycznych struktur. Jednak w dziedzinie ideologii umiarkowanie narodowo liberalnej nie można dopatrzeć się wielkich rozbieżności z poprzednikami w II RP. Upadek Ligi Polskich Rodzin (LPR) - „żywiciela” MW, zadał poważny cios tej młodzieżowej organizacji, choć wraz z wspólnym organizowaniem „marszu niepodległości” 11 listopada z ONR, wyraźnie widać, iż MW odzyskuje siły.
Poza tymi organizacjami funkcjonuje jeszcze Liga Obrony Suwerenności (LOS), która odwołuje się do endecji, ale również do Piłsudskiego i nie akcentuje tak słowa nacjonalizm, co raczej patriotyzm o zabarwieniu niewątpliwie socjalnym. Mamy także do czynienia, a przynajmniej jeszcze niedawno z głośno odbijającą się czkawką po rozłamowcach z ONR – Falangą (swoją drogą historia się powtarza czy co?: ONR-Falanga – młodzi buntownicy i ONR-ABC – de facto stare kierownictwo). Ta organizacja nie ukrywając stoi intelektualnie na wysokim poziomie, jednak jako kolejna popadła w sentymentalizm za starymi czasami przywdziewając czarne mundurki i kopiując tym razem od hiszpańskich odpowiedników barwy i schemat flagi. Ideologicznie zabrnęła jednak w ciekawą stronę – mianowicie akcentując geopolityczne przesłanki w jakąś formę euroazjatyzmu. Skompromitowana po domniemanym bądź realnym sojuszu z maoistami, (co może nie było by takim złym rozwiązaniem w myśl zasady walki z wspólnym wrogiem, gdyby nie fakt, iż owi sojusznicy to równie kanapowa struktura).
Można by było do naszej kolekcji dodać jeszcze parę „perełek” typu Polska Partia Narodowa (PPN) Leszka Bubla czy środowisko „Telewizji” Narodowej (słowo „telewizja” celowo umieściłem w cudzysłowie – oceniając w ten sposób fachowość ich nagrań). Lecz nie warto pisać recenzji o wystąpieniach cyrkowych w polityce.
Również nie proszę tematyki nieformalnych grup lokalnych – głównie związanych z odmiennym ujęciem nacjonalizmu – autonomicznym nacjonalizmem – ze względu na nowe podejście do sprawy i znikome odwoływanie się do dziedzictwa z przeszłością organizacyjną. A sam temat autonomicznego nacjonalizmu wkrótce zostanie dogłębnie poruszony.
Reasumując tą w miarę zwięzłą charakterystykę organizacji czerpiących (kopiujących) z przeszłości wystarczy porównać ich popularność obecnie z popularnością w II RP i zadać sobie pytanie, co jest nie tak, lub spojrzeć na datę w kalendarzu.